Co uczynią Radni Unii Polityki Realnej w Radzie Osiedla? Mogą poważnie zredukować koszty administracji. Mogą spowodować, że pieniądze będą wydawane tylko na cele z których skorzysta cala społeczność, w szczególności na zapewnienie większego bezpieczeństwa w dzielnicy. Będziemy stanowczo protestować przeciwko wydawnictwu pieniądze na cele nielicznych, związane z osobistymi interesami urzędników. Jeżeli już wydaje się pieniądze Mieszkańców to róbmy to odpowiedzialnie!

Z oświadczenia UPR Wrocław w sprawie wyborów do Rad Osiedla
Wrocław 28.02.2005.



13 marca 2005 roku odbyły się we Wrocławiu wybory do Rad Osiedla. Nie cieszyły się one wielkim zainteresowaniem, frekwencja wyniosła 4,75%. Większość ludzi pytana o nie, odpowiadała „A co to są te Rady?”.

No właśnie. Co to są te rady, co robią i ile nas to kosztuje?

Powstanie i kompetencje osiedli - jednostek pomocniczych samorządu terytorialnego - określa ustawa z 8 marca 1990 roku o samorządzie gminnym (Dz.U. Nr 16, poz. 95); tekst jedn. z dnia 11 grudnia 1995 r. (Dz.U. z 1996 r Nr 13, poz. 74 ze zm.) w brzmieniu nadanym przez art. 10 ustawy z 29 grudnia 1998 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z wdrożeniem reformy ustrojowej państwa (Dz.U. Nr 162, poz. 1126).


Rady stanowią jednostkę pomocniczą samorządu terytorialnego i stanowią wyłącznie organ opiniodawczy a nie wykonawczy. Do kompetencji rad osiedli należy:

- występowanie do rady miejskiej i zarządu z wnioskami i opiniami dotyczącymi wszelkich funkcji miasta na terenie osiedla, z uzasadnionym wnioskiem o przekazanie składników mienia komunalnego do korzystania i zarządzania nim,

- dokonywanie oceny pracy jednostek organizacyjnych miasta,

- opiniowanie projektów zezwoleń na szczególne rodzaje działalności gospodarczej, decyzji o lokalizacji: handlu, usług, rzemiosła, projektu budżetu miasta w części dotyczącej osiedla,

- uczestniczenie przedstawicieli rady osiedla w posiedzeniach rady miejskiej i jej komisji, jeżeli przedmiotem posiedzenia są istotne sprawy dotyczące osiedla.

Opinia rady jest potrzebna w następujących sprawach:

- plan szczegółowego zagospodarowania przestrzennego osiedla wraz z analizą uciążliwości dla środowiska; zbywanie nieruchomości gruntowych oraz lokali użytkowych; lokalizacja inwestycji; plan rzeczowy i finansowy remontów kapitalnych i budowy: dróg i ulic oraz ich oświetlenia, wodociągów, kanalizacji, zaopatrzenia w energie elektryczną i cieplną, budynków komunalnych; terenów rekreacyjnych i urządzeń sportowych, zieleni komunalnej; przeznaczenia pustych lokali użytkowych; zmiana w rozkładzie jazdy środków komunikacji miejskiej, przebiegu przez teren osiedla tras komunikacyjnych i rozmieszczenia przystanków; zmiana przeznaczenia obiektów: oświaty, służby zdrowia, kultury, pomocy społecznej, sportu i rekreacji; rozmieszczenia punktów handlowych, gastronomicznych usługowych i targowych.


Czyli co mogą? Zasadniczo nic, tylko dysponować swoim budżetem...


Budżety rad nie są może ogromne, rzędu 30-50 tys. zł rocznie, ale jest ich we Wrocławiu 35. 30 proc. budżetów przeznaczonych jest na działalność własną (opłaty telefoniczne, prąd, wydawane gazetki, diety itd.), a 70 proc. na działalność bieżącą (dofinansowanie do placówek kulturalnych, zagospodarowania podwórek, obiadów, kolonii lub zimowisk dla dzieci z ubogich rodzin czy do imprez sportowych (np. stroje piłkarskie dla drużyn Ligi Osiedlowej). Decyzje te podejmowane są w formie uchwały. Więcej mozna znaleźć tu.

W skali Wrocławia wydatki na Rady to 1 777 340 zł. Do tego należy doliczyć wydatki na wybory do rad osiedlowych - kolejne 200 000 zł (Przy okazji, zachęcamy do przeczytania budżetu Miasta, w głowie się nie mieści, że jest tyle rzeczy na które musimy się wszyscy składać).

Niestety z bólem trzeba stwierdzić, że rady wydają na pieniądze na cele dalekie od wspólnego dobra. Dni Osiedla, dofinansowywanie wakacji nielicznym, zakupy prezentów gwizdkowych dla dzieci. Oczywiście pieknie jest sprawiać dzieciom radość, ale prawdziwa dobroczynność to ta pochodząca z własnych serc i portfeli. Nie można też nie wpomnieć, że niektóre rady w sporej częsci wydają swoje fundusze na cele lokalnych parafii. Bardzo przesadzona, ale niestety ze sporą dozą prawdy, sytuację ta przedstawia się w artykule w Faktach i Mitach. (Przepraszamy Czytelników, wiem, że nie wypada cytować ludzi którzy całe zło w świecie widza w klerze, ale z drugiej strony warto czasem, choćby turystycznie poznawać inny punkt widzenia, nawet najbardziej szalony)

13 marca 2005 roku nasi przedstawiciele weszli do Rad. Napewno będa donosić o tym co się tam dzieje, na co wydaje się nasze pieniądze i co udało się im osiągnąć.




Relacja Piotra Waszkiewicza z prac jego rady (osiedle Zacisze-Zalesie-Szczytniki) z września 2007

 

Rada Osiedla Zacisze-Zalesie-Szczytniki, w skład której wszedłem w roku 2005 liczyła sobie pierwotnie piętnaście osób – dziś jest o jednego radnego mniej, usunięto bowiem pewnego pana, któremu po kilku miesiącach znudziło się i przestał przychodzić na zebrania (które są mniej więcej raz w miesiącu). Swoją drogą, gdyby zamiast nudzić się po kilku miesiącach pan ten w wyborach nie wystartował, w okręgu Szczytniki wybory nie byłyby potrzebne (startowało czterech kandydatów na trzy miejsca), a miasto zaoszczędziłoby kilka tysięcy złotych. Niewielka to strata – kiedy wydaje się cudze (podatników) pieniądze.

Budżet mojej Rady to nieco ponad 30 000 złotych rocznie. Niewiele. Ale kiedy spojrzeć na kompetencje Rad, aż za dużo. Rada wydaje więc te pieniądze na rzeczy, które leżą tak naprawdę w gestii Miasta; dofinansowuje różne niezbyt sensowne przedsięwzięcia (o czym za chwilę) i sama „przejada” około 30% budżetu. Zwykły radny diety nie dostaje, pracuje społecznie – dodać należy, że pracy zbyt wiele nie ma, mimo że w Radzie jest kilka różnych patetycznie ponazywanych komisji (np. komisja Handlu i Usług, której przewodniczę. Jej rola sprowadza się do opiniowania wniosków o wydanie koncesji na sprzedaż alkoholu). Dwie osoby wykonują jednak pracy więcej – są to Sekretarz i Skarbnik. Muszę tutaj wyrazić mój głęboki szacunek dla tych osób: obie panie wykonują naprawdę kawał solidnej roboty – tyle, że jest ona na dobrą sprawę nikomu niepotrzebna. Te dwie osoby dostają miesięcznie niewielkie wynagrodzenie. Ponadto kupowana jest jakaś herbata, płaci się rachunki za prąd itd. Tyle koszty własne.

Kolejną kategorią wydatków są cele szlachetne, jak na przykład fundowanie ubogim dzieciom obiadów. Takich dzieci na moim osiedlu jest bodaj pięcioro. Sympatykom Unii Polityki Realnej nie trzeba mówić, że ich radny jest sceptyczny wobec takich wydatków; lepsze jednak wydatki, które przynajmniej kogoś nakarmią. Większość bowiem pieniędzy jest zużywana jeszcze gorzej – i tak na przykład 800 złotych (2,5% budżetu!) potrafi Rada dać przedszkolu na zakup gitary (przy jednym, moim, głosie sprzeciwu).

Najwięcej pieniędzy idzie jednak na festyn osiedlowy, który rokrocznie odbywa się we wrześniu. Przychodzi na tę imprezę kilkadziesiąt osób – głównie rodzice występujących dzieci. W roku 2005 na festyn poszło 7000 złotych (!). Rok później nieco mniej. Po mojej propozycji, żeby festynu nie robić w ogóle, demokratyczna większość stwierdziła – w imię dobrej atmosfery na zebraniu (nie chcieli robić mi przykrości) – że kompromisowo będzie taniej. Dobre i to. W tym roku jest jakoś pośrednio. Deszcz pada za każdym razem.

Dofinansowywane są wszystkie trzy znajdujące się na terenie osiedla szkoły (po kilkaset złotych), podobnie dwa przedszkola (oprócz tej nieszczęsnej gitary).

Rady Osiedla – jest ich we Wrocławiu około pięćdziesięciu – kosztują nas około dwóch milionów złotych rocznie (szacunek własny). Z punktu widzenia budżetu miasta to kwota niewielka, mniej więcej promil. Niezależnie jednak, jaką część budżetu pieniądze te stanowią – szkoda, że są marnowane.



Piotr Tadeusz Waszkiewicz


przyjaciele